AKTUALNOŚCI PROMOWANE SPORT

Ciekawostka! Kulisy budowy Stadionu Śląskiego

Bardzo ciężko było znaleźć projektanta Stadionu Śląskiego. Trudnego zadania podjął się w końcu inżynier Julian Brzuchowski. Poszło mu tak dobrze, że… nie zaproszono go na otwarcie obiektu.

Nikt nie chciał odpowiadać za projekt „Kotła Czarownic” – trudny i nierówny teren, słaba jakość gleby oraz braki w uzbrojeniu znacznie utrudniały proces projektowy i budowlany. W końcu udało się znaleźć projektanta, który zgodził się podjąć wyzwanie. Inżynier Julian Brzuchowski z Miastoprojektu Stolica nie tylko był znakomitym architektem, ale także międzynarodowym sędzią piłkarskim i uroczym gawędziarzem.

Przed wojną sędziował między innymi podczas meczy w lwowskiej lidze okręgowej, w której występowały polskie, ukraińskie i żydowskie drużyny.Budowa stadionu trwała cztery lata. W tym czasie inżynier Brzuchowski bardzo często przebywał na Śląsku i doglądał postępu prac, a jego wkład w szczęśliwe ukończenie obiektu był nieoceniony. Otwarcie stadionu odbyło się 22 lipca 1956 roku.

Doniosłe wydarzenie nieco popsuli piłkarze, przegrywając ze słabą wówczas drużyną NRD 0:2. Podczas uroczystości uhonorowano tych, którzy najbardziej przyczynili się do sukcesu budowy – wręczono odznaczenia, a wszyscy budowniczy dostali bilety na mecz. Zapomniano jednak o jednej z najważniejszych osób – inżynierze Brzuchowskim, który nawet nie dostał zaproszenia na uroczystość.

W dniu otwarcia stadionu pan Julian przyjechał do Chorzowa ufny, że nieporozumienie zostanie wyjaśnione na miejscu. Jednak baraki kierownictwa budowy, w których bywał tak często, zostały już rozebrane. Natomiast administracją obiektu zajęły się zupełnie nowe osoby, które nie rozpoznały architekta. Przeciskając się przez tłum, próbował dostać się do środka. Nie został jednak wpuszczony ani od strony wejścia do loży honorowej, ani od strony przeciwnej przez szatnie. Nie miał biletu, więc wszędzie był traktowany jak intruz.

Nie pomogła nawet legitymacja międzynarodowego sędziego piłkarskiego. W końcu ktoś wyłapał kątem oka i rozpoznał projektanta. W drodze wyjątku, pozwolono mu obejrzeć widowisko – na stojąco, z wylotu tunelu dla zawodników. Później mówiono, że była to zemsta – Stadion Śląski wyszedł bowiem lepiej, niż projektowany i budowany niemal w tym samym czasie Stadion Dziesięciolecia w Warszawie.