AKTUALNOŚCI PUBLICYSTYKA

Tłumy na stokach? Sprawdziliśmy to

Stoki narciarskie przeżywają prawdziwe oblężenie. Miłośnicy białego szaleństwa wykorzystują aurę i poluzowanie obostrzeń, bo nie wiadomo, jak długo będą mogli cieszyć się jazdą. Nasz reporter postanowił sprawdzić, jak narciarze, snowboardziści i ośrodki radzą sobie w czasie pandemii.

Za cel obrał Wisłę – Soszów. Z dojazdem tutaj w tygodniu (wtorek 16.02) nie było większego problemu. Droga DW 941 na wysokości Czantorii, gdzie zwykle tworzy się spory korek – była przejezdna. Parking przy samym stoku wypełniły szczelnie samochody. Sporo rejestracji było spoza Śląska. Mieliśmy szczęście, bo miejsce akurat się zwolniło.

Tłum osób, które chciały pojeździć na nartach i snowboardach, widać było przy kasach i dojeździe pod wyciąg (kanapy). W kolejce po skipas trzeba było odstać swoje. Wszyscy starali się zachować odpowiedni dystans. Płyny do dezynfekcji rąk, tablice informujące o obowiązku noszenia maseczek, spotkać można było co krok. Z głośnika, co jakiś czas puszczany był komunikat przypominający o zakrywaniu ust i nosa oraz zachowaniu dystansu. Obsługa, widząc osoby bez maseczki, przypominała o ich założeniu.

Kolejka do wjazdu

Już na „dzień dobry” w oczy rzucała się spora kolejka do wjazdu na górę. Okazało się, że była pozorna. Ośrodek prostym zabiegiem, wbijając tyczki w śnieg, podzielił gości na dwie grupy. Efekt? Spokojne przechodzenie przez bramki, jeden za drugim. Jazda kanapą na górę przebiegała bezproblemowo. Nikt się nie pchał i dosiadał na siłę, by zapełnić miejsca. Podobnie było na orczyku, którym wyjechać można było na samą górę.

Czysta przyjemność z jazdy

Dobre warunki, wszystkie trasy dostępne, zrobiły swoje. Każdy znalazł miejsce dla siebie na stoku. Kto się zmęczył, mógł odpocząć przy ciepłych napojach. Te razem z jedzeniem sprzedawane były z drewnianej budki przy schronisku. Po trzech godzinach jazdy, nastał czas na powrót. Dojazd do domu zajął nieco dłużej, wszystko przez powroty z pracy.

Tego samego dnia oblężenie przeżywał Szczyrk. W jednym z ośrodków odbyła się kontrola sanepidu. Mimo dzikich tłumów obyło się bez kar. Inspektorzy stwierdzili, że ośrodek nie odpowiada za turystów, którzy odwiedzili go tak licznie.

Przez najbliższe dni ludzi na stokach raczej nie będzie ubywało. Meteorolodzy straszą odwilżą, więc wszyscy łapią warunki. Rząd rozważa przywrócenie obostrzeń, jeżeli liczba zachorowań będzie wzrastać.

/ŁP/