AKTUALNOŚCI PUBLICYSTYKA

Wehikułem czasu przez parkowe dekady

W tym roku Park Śląski świętuje 70-lecie istnienia. W miesięczniku Dwa Kwadranse – już w marcu rozpoczęliśmy cykl publikacji o jego historii. To gratka zwłaszcza dla mieszkańców regionu młodszych wiekiem, którzy z oczywistych względów nie mogą pamiętać jak nasz park prezentował się w latach 50., 60., 70, czy 80. Wsiadamy zatem kolejny raz do wehikułu czasu i ruszamy w podróż do przeszłości. A jest co wspominać!

Schron przeciwlotniczy w… Planetarium

Trudno znaleźć w regionie osobę, która nigdy nie była w Planetarium Śląskim. Skrywa ono jednak miejsce, o których wiedzą nieliczni – schron przeciwlotniczy.

Planetarium Śląskie jest najstarszym tego typu obiektem w Polsce. Było budowane kilka lat po II wojnie światowej. Ze względów bezpieczeństwa, poza ogromnym projektorem, obserwatorium oraz stacjami klimatologiczną oraz meteorologiczną, pomyślano w nim również o schronie przeciwlotniczym. Aby dostać się do wnętrz, trzeba otworzyć ciężkie drzwi, z napisem „Auert – Berlin”. Wyprodukowano je w Niemieckiej Republice Demokratycznej. Ich uchylenie wymaga siły. Tuż za nimi znajduje się schron przeciwlotniczy. Podobne schrony mają wszystkie budynki użyteczności publicznej, stawiane w latach 50. ubiegłego wieku. Ten w Planetarium Śląskim ma wzmocniony strop. To żelbetowa konstrukcja sporej grubości. Zaprojektowano w nim, zgodnie z ówczesnymi wymaganiami, nawet ubikację. Posiada dwa wyjścia. W razie zawalenia jednego z nich, zawsze można opuścić jego wnętrze drugim. Planetarium Śląskie było budowane od 1953 do 1955 roku. To jego specjalne pomieszczenie, na całe szczęście, nigdy nie musiało spełniać swojej roli. I miejmy nadzieję nigdy nie będzie musiało jej spełniać.

Lew dla Marino Mariniego

W latach 60. Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku był miejscem wielu ważnych wydarzeń kulturalnych, w których zoo również starało się aktywnie uczestniczyć. W październiku 1962 r. z okazji rozbudowy Parku, w dużym kręgu tanecznym odbył się koncert zespołu bardzo popularnego w tym czasie, włoskiego muzyka – Marino Mariniego. Jako wyraz wdzięczności, dyrekcja ogrodu zoologicznego postanowiła podarować muzykowi jedno z lwiątek, które przyszły na świat we wrześniu. Prezent bardzo spodobał się artyście, który spośród 5 maluchów wybrał czterotygodniowego samca – przychówek Neli i Festiwala. Maluch otrzymał imię Marino Drugi.

Marino opiekę nad lwiątkiem potraktował jak wychowanie dziecka. Początkowo karmił swojego wychowanka 4 razy dziennie, za każdym razem podając mu 200 g mleka w proszku, wzbogaconego o tran i witaminy. Gdy lew podrósł, zmienił jego dietę na typowo mięsną. Artysta zabrał lwa do swojego domu we Włoszech (przekraczając granicę musiał opłacić cło w wysokości 50 zł), gdzie przygotował mu lokum na tarasie.

Nietypowy prezent pozostał z Marinim przez dwa lata, po tym czasie artysta przekazał lwa do ogrodu zoologicznego w Mediolanie. Planował również poświęcić mu kilka swoich utworów.

Słynna „Sztuczna Fala”

Historyczny kompleks basenów w WPKiW cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Największą popularnością cieszyła się „Sztuczna Fala”. Uroczyste otwarcie „Fali” nastąpiło

12 czerwca 1966 roku. Latem tego roku kąpielisko odwiedziło aż 230 tys. osób. Kompleks szybko zdobył renomę i opinię najlepszego tego typu ośrodka w województwie. Tuż po oddaniu do użytku w skład kąpieliska wchodziło osiem basenów: pięć dla dorosłych i trzy dla dzieci (dosyć szybko zmieniła się funkcja jednego z brodzików – został elementem placu zabaw dla dzieci). Obok nich utworzono trawiaste i piaskowe plaże, a także tarasy, szatnie, kabiny, natryski, kawiarnię i bar samoobsługowy, boiska do siatkówki i koszykówki. Już od początku swojego istnienia największą popularnością cieszył się basen „Sztuczna Fala”, który usytuowano na samej górze. Tworzyło ją specjalne urządzenie, które składało się z dwóch prostokątnych tłoków poruszających się w dwóch cyklicznych ruchach góra – dół, co tworzyło wzburzenie wody, bardzo podobne do tego z nadmorskich plaż. Basen o powierzchni lustra wody 1300 metrów kwadratowych i głębokość wody wynosiła nawet 3 metry był jedynym takim zbiornikiem w Polsce. Słynne wzburzenie wody odbywało się w nim z częstotliwością raz na godzinę. Wtedy zbiornik szczelnie wypełniał się ludźmi. W zamyśle urządzenie miało ułatwiać naukę pływania osobom, które wybierały się nad morze. Fala w Parku Śląskim nie działa od 2014 roku. Jednak odtworzenie kąpieliska w tym samym miejscu jest planowane w Programie Modernizacji Parku Śląskiego. 

Pierwsza Wigilia była w Kapeluszu

„Wigilia dla samotnych” to społeczna inicjatywa Fundacji Wolne Miejsce, która obecnie ma charakter ogólnopolski. Pierwsza taka impreza odbyła się w Hali Wystaw „Kapelusz”.

Był 2012 rok. Mikołaj Rykowski, inicjator „Wigilii dla samotnych”, zaraził swoją ideą ówczesny zarząd Parku. Wzięło w niej udział ponad tysiąc osób. Różnica w porównaniu do tego typu imprez, które odbywały się wcześniej, jest jednak taka, że nie jest to spotkanie wigilijne, tylko ogromna wieczerza faktycznie odbywająca się 24 grudnia.

Wcześniej Rykowski przygotowywał taką Wigilię dla wielu osób w domu, potem – głównie z powodu ogromnego zainteresowania – w swojej restauracji w Parku Śląskim. Jednak ogromny rozmach zyskała dopiero w 2012 roku.

Akcja formą nawiązuje do wieczerzy na krakowskim Rynku, którą od kilkunastu lat przygotowuje filantrop i znany restaurator Jan Kościuszko. Ta dedykowana jest jednak głównie bezdomnym. Rykowski zaprosił osoby samotne. Niezależnie od statusu materialnego i społecznego. Chodziło o to, aby nikt nie pozostał w wigilijny wieczór sam. I to był strzał w dziesiątkę. „Kapelusz” zapełnił się po brzegi. Były kolędy, inscenizacja, świąteczne potrawy, a nawet prezenty. Uczestnicy mogli dotrzeć na to wydarzenie bezpłatną komunikacją publiczną.

Impreza w Parku Śląskim odbyła się jeszcze kilka razy. W 2015 roku zorganizowano ją już w kilku śląskich miastach. Obecnie „Wigilia dla samotnych” odbywa się w wielu miejscach naszego kraju, a nawet poza jego granicami. Stała się jednym z ważniejszych społecznych wydarzeń, odbywających się w okolicy Świąt Bożego Narodzenia.

Parkowe kwiaty jeździły pod Lenino

Ogrodnicy z Parku Śląskiego przez kilka dni jechali do Lenino, żeby obsadzać kwiatami mauzoleum upamiętniające poległych tam polskich żołnierzy. Parkowe ogrodnictwo było niegdyś jednym z najlepiej prosperujących w kraju. Działało od początku lat 60. ubiegłego stulecia. Największy rozkwit przeżywało w latach 80. W 30 szklarniach pracowało wtedy około 50 osób. Wówczas aż roiło się tam od różnych roślin – hodowano i uprawiano m.in. goździki, gerbery, tulipany, sałatę, kalarepę. Na wszystko był zbyt. W drugiej połowie lat 70. pracownicy parkowego ogrodnictwa mieli do wykonania bardzo ważne zlecenie. Na polecenie I sekretarza PZPR oraz Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej wyjeżdżali do Lenino. Jak wiadomo, w październiku 1943 roku miała tam miejsce słynna bitwa, w której polskie oddziały 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, dowodzone przez płk. Zygmunta Berlinga, przełamały obronę 89 korpusu 4 armii niemieckiej, tracąc 25 procent stanu osobowego. W 1968 roku w Lenino odsłonięto pomnik-mauzoleum oraz muzeum polsko-radzieckiego braterstwa broni. Właśnie tam corocznie parkowi ogrodnicy jechali przez kilka dni w jedną stronę wypełnionymi kwiatami ciężarowymi samochodami.

/MAR/